Nie ogarniam. Nigdy nie ogarniałam tematów damsko-męskich. Kilka ostatnich dni zmusiło mnie do zastanowienia się, czego tak naprawdę chcę. Pojawił się w moim życiu ktoś. Ktoś dziwny, nie z mojego świata.
I że Cię nie opuszczę aż do śmierci
Młoda jestem, może głupia. Wydaje mi się, że patrzę na "te sprawy" dość realistycznie. Nie marzyłam nigdy o rycerzu na białym koniu. Ani miłości aż po grób. Gdy kogoś spotykam, nie planuję ślubu, kredytu hipotecznego, dzieci, psa, ani też rybek.
Biorę pod uwagę to, że po trzech tygodniach (sic!) ten ktoś (bądź też ja), może mieć dość, a nasza znajomość będzie ciągnąć za nami, jak smród po gaciach i będziemy modlić się o amnezję.
To, że z każdą wiosną przybywa nam lat, nie oznacza, że mamy rzucać się na związek, jak mój pies na kaczki. Spotkałam na swojej drodze dwóch facetów, którzy zachowują się w ten sposób, argumentując "bo w moim wieku...". Zero nauki na błędach innych.
Wspólne życie można planować, gdy się kogoś pozna. Żeby się później nie okazało, że druga połówka brudne skarpetki upycha po kątach. Nie po pierwszym spotkaniu. I nie, nawet nie po drugim.
Chciałbym poznać Twoich rodziców
To zakrawa o masochizm. Ten ktoś twierdzi, że zna sposób, by przekonać mojego ojca, że jest odpowiednią partią dla mnie. Najwidoczniej nie zdaje sobie sprawy z powagi tego przedsięwzięcia.
Nie bez powodu mój ojciec jest moim ojcem. Nie bez powodu znajomi, nieważne jakiej płci, wymiękają po spotkaniu z tym osobnikiem.
Nie bez powodu mój ojciec jest moim ojcem. Nie bez powodu znajomi, nieważne jakiej płci, wymiękają po spotkaniu z tym osobnikiem.
C.D.N.
Aleksandra
